
Chłopak z perłą
rozmowa z Kamilem Niewińskim, malarzem, rzeźbiarzem i artystą wizualnym

Kamil Niewiński, "Leda z Łabędziem"
„Bardzo głęboko jest w nas coś, co nas popycha do tworzenia, pisania i czytania. Do nadawania naszemu istnieniu jakiegoś głębszego sensu. (…) to jest na zupełnie pierwotnym poziomie sposób komunikacji ze sobą i ze światem – tak właśnie widzę sztukę, wszystko jedno, jaką.” – mówi Kamil Niewiński, mieszkający w Gdyni malarz i rzeźbiarz. W szczerej rozmowie opowiada o swoich momentach „zamrożenia”, terapii wchodzącej do pracowni i o tym, dlaczego często łatwiej namalować lęk niż moment czystej radości.
Wyczytałam w jednym z wywiadów, że z ciebie jest „analogowy” człowiek. Nie przepadasz ponoć za mediami społecznościowymi.
Ale one, jak się okazuje, chyba lubią mnie… Nie jestem fanem pokazywania w internecie całego życia, nie robię z siebie influencera. Ale postanowiłem też, że, do pewnego stopnia, będę funkcjonował w wirtualnej przestrzeni. Czasem mnie to frustruje, a czasem mam z tego nawet sporą frajdę.
Powiedzmy, że jako artysta osiągnąłeś tam pewną rozpoznawalność – na Instagramie obserwuje cię ponad 67 tys. osób…
A wiesz, że nie bardzo to planowałem? Postuję tylko wtedy, kiedy czuję, że naprawdę mam coś do powiedzenia. To wszystko oczywiście wymaga sporo wysiłku, czasu i realnej pracy, ale myślę, że w socialach miałem też po prostu sporo szczęścia. Podkreślmy jednak wyraźnie – w przestrzeni wirtualnej, tak jak w tej pracowni, jestem przede wszystkim artystą wizualnym. Internet traktuję jako element swojej pracy.
To tak zwane „kreowanie wizerunku”.
Całe to kreowanie wizerunku to jest trochę, za przeproszeniem, bullshit. Można sztucznie pompować swoje konto, kreować swoją „personę”, ale jeśli za tym nie idzie prawda o człowieku, to ludzie, prędzej czy później, znudzą się tym, albo jeszcze gorzej…odkryją tę prawdę i zobaczą naszą hipokryzję.
Ludzie szybko się dziś nudzą, generalnie.
Fakt. Ja sam się często nudzę o tym, co robię, przechodzę różne przemiany, zmieniam tematykę, styl tworzenia.
Ale tu pozostajesz wierny „analogowym” zasadom.
Nienawidzę np. digital paintingu. Rozumiem, że ludzie się nim zajmują, czasami myślę nawet, że wizualnie to bywa ciekawe, ale ja sam po prostu nie mogę… Jakbym miał tak siedzieć i „dziergać” na ekranie, szlag by mnie trafił.
A zatem – dla ciebie jest płótno.
Zdecydowanie. Czasami dochodzi do tego glina, z wykształcenia jestem przecież rzeźbiarzem. Lubię eksperymenty z różnymi materiałami, ale one muszą być manualne - coś trzeba wyciąć, przykleić, pokombinować… W samym malarstwie trochę głębiej wchodzę w struktury, czasem coś dodaję do farby.
O, tu, wisi sobie taki dziwny zając. Rzekłabym nawet - niepokojący.
Tak, on jest zrobiony z ziemi zmieszanej z suchą trawą. To jest dokładnie to, z czego składa się ciało tego zwierzęcia. Po prostu. Zobacz, on jest cały „na wierzchu”, pokazuje nam swoją miękkość, wrażliwość. No i sam zając – on ma tylko dwa tryby, stoi w miejscu albo ucieka. Nie ma nic pomiędzy. Z ludźmi też tak czasem jest.

Kamil Niewiński, Zając
Naprawdę ma nic między ucieczką a stanem zawieszenia?
Tak się czułem, kiedy tworzyłem tego zająca. To jest o momentach zamrożenia, kiedy zdarza się nam leżeć na kanapie i np. bezmyślnie scrollować Tik Toka. Zapatrujemy się w ten nierealny, przesadnie wygładzony świat, potem słyszymy od kogoś, że jesteśmy gnuśni, leniwi. A często nieświadomie odcinamy się od rzeczywistości, bo jesteśmy nią zwyczajnie przerażeni. I to jest ten „czas zająca”, moment, w którym ogarnia nas wszechobecny lęk i zamrażamy się, bo chcemy uciec.
Czy malarz - Kamil Niewiński - często się boi? Trochę tego lęku można wyczytać w twoich obrazach.
Gniew i lęk to są dwie emocje, na których mocno pracuję i w swojej twórczości, i w procesach, które sam przechodzę, np. na terapii.
Podobrazie - to jest twój plac zabaw czy raczej proces terapeutyczny?
Jedno i drugie. Czasami biorę się do malowania, bo zwyczajnie chcę odpocząć i w końcu już się nie przejmować tym, co maluję. No więc myślę sobie, że namaluję jakiś krajobraz albo ładną postać, a wtedy i tak wyłażą mi jakieś podświadome rzeczy, jakieś mroki. Także z tej zabawy wychodzi często autoterapia. Zresztą, zdarza mi się wziąć mój obraz na terapię, żeby łatwiej wyrazić to, co we mnie siedzi.
I co mówią o tobie wszystkie rogate diabły i płaczący chłopcy, których malujesz?
Zacząłem te diabły malować jakiś czas temu, to jest bardzo osobista historia. Powiedzmy może, że w pewnym momencie miałem wrażenie, że w swojej twórczości utknąłem w jakimś dziwnym punkcie. Zauważyłem np., że za dużo myślę o tym, co się może spodobać ludziom. Algorytmy zaczęły podpowiadać mi różne tematy, podsuwać filmiki – zobacz, jakie ładne, jak się to wszystko ładnie klika…
A co się „podoba ludziom”?
Okazało się, że najlepiej bym zrobił, jakbym zaczął malować np. sceny z „Iliady” Homera – żeby był Patroklos, piękny Achilles… Że ludzie chcą oglądać swoich książkowych i filmowych idoli.
A może po prostu chcemy oglądać symbole, które potrafimy odczytać?
Tylko czy ja mam zacząć malować portrety Angeliny Jolie albo Brada Pitta tylko dlatego, że ludzie lubią na nich patrzeć..? Poczułem się tym wszystkim zmęczony. Postanowiłem bardziej skupić się jednak na emocjach i tym, co siedzi we mnie, bo to w sumie mój najważniejszy kapitał i język, którym operuję jako artysta. No i namalowałem takiego rogatego fauna, w nim jest dużo dzikiego piękna, mocy. Namalowałem też płaczącego chłopca…
Co on wypłakuje?
Perły. One w ogóle często pojawiają się w mojej twórczości, doszywam je do płócien.

Kamil Niewiński, Portret rodzinny
Nosisz czasem perły?
A noszę, noszę. Nawet dziś miałem na sobie piękny kolczyk, ale przed naszą rozmową byłem u dentysty i, niestety, musiałem go zdjąć. Ale uwielbiam ten kamień – jest piękny i szlachetny, ma miękki, delikatny blask, ale tworzy się w cierpieniu. Fascynuje mnie ten proces – coś, co kaleczy wrażliwe tkanki małża jest powoli otulane, poddane procesowi przemiany. Z bólu tworzy się coś pięknego, bardzo organicznego i niesamowitego jednocześnie.
Dużo jest na twoich płótnach tych smutnych chłopców. Patrzę na nich i zastanawiam się, dlaczego oni cierpią.
Bardzo osobiste pytanie. Muszę odpowiadać (śmiech)?
Możesz odpowiedzieć tak, jak płaczący w serialu „Młody papież” John Malkovich: zapytany o powód swojego smutku, odpowiedział: „Płaczę nad niedoskonałością wszechświata”.
Pięknie odpowiedział. Tylko, że ja bardzo lubię niedoskonałość wszechświata. Myślę, że smutek w moich obrazach to jest ujście dla emocji, które skrywam w sobie ja, ale też odbiorcy mojej sztuki czy sztuki w ogóle. Ja jestem bardzo emocjonalnym zwierzęciem i sztuka jest językiem, w jakim najpełniej mogę o tym opowiedzieć. Niektórzy, jak mają trudny moment, idą na smutny film, żeby popłakać i w ten sposób odreagować, inni idą na boks albo na piłkę nożną. To zresztą też w swoim życiu przerobiłem.
Piłkę nożną?
Tak, bardzo mi pomagała uporać się z pokładami złości.
Na boisku czy na trybunach?
Na boisku, z chłopakami z drużyny, właśnie tak. Wyglądasz na zaskoczoną!
Nie ukrywam – jestem zaskoczona. Jakoś nie wyobrażam sobie ciebie w piłkarskim dresie, wiwatującego po strzeleniu gola… Wybacz.
Ja chyba też byłem bardzo zaskoczony tym, jak bardzo potrzebowałem być częścią tej energii. Nawet zrobiłem o tym dzieło i nazwałem je „Piłką lekarską”. No bo co się dzieje na boisku? Tam faceci mogą wywalać swoje emocje. Niby biegają za piłką, ale tam jest wulkan tego, co nazywamy męską energią. Dla wielu młodych mężczyzn to jest jedyna okazja, żeby w tej energii pobyć, poczuć ją w sobie.
Męska energia ma dziś nienajlepszy PR… Nie przerażała cię na tym boisku…?
Upajałem się nią i bałem się jej jednocześnie. To było nieziemskie doświadczenie i odkrycie prawdy o sobie. Z jednej strony biegasz za piłką, masz przeciwników, czujesz adrenalinę i wkurw, z drugiej jednak boisz się, że np. ktoś cię przywróci albo że rozwalisz sobie łeb. A po tym wszystkim żartujemy w szatni i przybijamy sobie piąteczki. Na boisku emocje są na wierzchu, to jest piękne! Na początku bałem się tego, bo w codziennych relacjach pracowo-korporacyjnych, ale i w rodzinach, emocje mamy jednak poukrywane. Ja też nie biegam po mieście, krzycząc: ależ mam dziś zły humor! Z drogi! Swoje żale i radości przelewam na płótno, ale z umiejętnością okazywania emocji przyszedłem tu z boiska, dosłownie i w przenośni.

Kamil Niewiński, Piłka lekarska
A co z radosnym aspektem twojej twórczości? Mimo wszystko, jest w niej sporo światła.
Dla tego światła musi być specjalna przestrzeń w życiu. Dlatego jeśli jest we mnie na przykład dużo smutku, nie wezmę zlecenia od klienta, który chce coś pozytywnego, żeby mu obraz np. do kanapy pasował... Czasami ten smutek jest nie do końca uświadomiony, wtedy maluję i ta „radość” na obrazie mnie wkurwia, nie mogę go dokończyć, jestem poirytowany…
Reasumując – lepiej nie zamawiać u ciebie landszaftów do salonu (śmiech).
Pejzażystą nie byłem i nie będę. No nie. Ale pejzaż często jest istotnym elementem mojej twórczości. Np. zacząłem ostatnio używać sporo zieleni, nienawidziłem wcześniej tego koloru. A teraz się z nią przeprosiłem. Kiedy byłem dzieckiem, dużo czasu spędzałem u babci. Kładłem się na trawniku, zanurzałem twarz w wysokiej trawie i wciągałem jej zapach do płuc – Boże, jak ja to uwielbiałem..! Na moich obrazach maluję więc teraz falujące trawy, ukryte w nich kwiaty – to jest moje pocieszenie, wspomnienie kontaktu z przyrodą, z babcią, która była mi bardzo bliska.
Jest jeszcze w twoim życiu?
Fizycznie już nie. Odeszła w ubiegłym roku, bardzo to przeżyłem. Ale będzie zawsze we mnie, wspomnienie jej twarzy, zapach… A propos zapachu, została mi po niej piękna pamiątka – flakonik perfum, klasyczna, ciężka nuta. Stoi na komodzie w moim salonie, lubię wciągnąć ten zapach do płuc od czasu do czasu.
Wróćmy na chwilę do emocji. Rozmawiałam kiedyś z pewnym kolekcjonerem sztuki, akurat szalała moda na NFT i pamiętam, że on powiedział takie mądre zdanie, które potem stało się tytułem artykułu - nie ma sztuki bez bólu istnienia. Zgadzasz się z tym?
Myślę, że w sztuce jest miejsce i na radość, i na ból. Wiadomo nie od dziś, że skrajne emocje – smutek, gniew, pożądanie, czasami wściekłość, są najbardziej inspirujące. Łatwo można przelać je na płótno, bo one zwykle szaleją w nas i dosłownie wylewają się na zewnątrz.
A co z radością?
Chyba rzadko doświadczamy takich radości, żeby szczęście przepełniało nas przesadnie i aż do bólu przez dłuższy czas, a tylko wtedy mamy ochotę napisać wiersz, namalować obraz czy skomponować piosenkę. Mnie takie stany się zdarzają, ale zwykle staram się je po prostu przeżywać, być w tej radości tu i teraz. Po prostu się tym stanem cieszę.
Miałeś ostatnio taki stan upojenia radością?
Miałem. Przez kilka dni pracowałem z grupą znajomych w Piekle, to taka miejscowość między Wisłą a Nogatem. Tworzyliśmy artystyczne urny, wszystko odbywało się bardzo prymitywną, autentyczną metodą, wypalaliśmy je potem w dole w ziemi. Wszędzie kurz, brud, upał niesamowity. Ale mieliśmy do wykonania zadanie, trochę się stresowaliśmy, czy to wszystko się uda. Wieczorami wskakiwaliśmy do jeziora, potem długo i szczerze rozmawialiśmy o życiu, o tym, co nas boli, co nas wzrusza. I pomyślałem sobie, że mam wielkie szczęście, mogę oglądać zachody słońca, być z ludźmi, których zwyczajnie lubię, skakać do wody jak dzieciak. I to był właśnie taki stan długo trwającej radości, szczęścia nawet, ale go nie namalowałem, bo po prostu chciałem pływać w tym jeziorze i wypalać na dziko swoje gliniane urny. Z takim stanem ducha jest chyba jak z pączkiem – zjesz go sobie, popijesz kawą i pomyślisz: Boże, jakie to dobre! Ale jeśli człowiek cały czas je te pączki, to w końcu poczuje się przejedzony. I jak będzie sobie jeszcze tych pączków dokładał, to wiadomo, co będzie dalej…
Mamy więc chwile z lękiem, a pomiędzy nimi – pączek. Czego się boi Kamil Niewiński?
Lęk jest w każdym z nas, we mnie na pewno był od dawna. W pewnym momencie było go nawet tak dużo, że realnie przestałem go zauważać.
A to w ogóle jest możliwe? Da się jakoś…ułożyć z lękiem?
Nie powiedziałbym, że z lękiem „da się ułożyć”. Możesz próbować z nim żyć, jednym wychodzi do dłużej, z innych wypływa szybciej. Ale wypływa zawsze, tak czy inaczej.

Kamil Niewiński, Cicho Sza
Jak wypływa/wypływało z ciebie?
Klasyka – to są rzeczy nieuświadomione, jak choćby zagryzanie zębów w nocy. Do tego każda zmiana rutyny, np. zepsucie się telefonu czy potrzeba zadzwonienia w celu szybkiego rozwiązania jakiegoś problemu to były rzeczy, które potrafiły totalnie wypinać mnie z wrotek. Czujesz się wtedy spięty, przychodzi moment, że właściwie nic się nie dzieje, a ty szykujesz się na katastrofę. W końcu pozwoliłem sobie na to, żeby się tym wszystkim zająć terapeutycznie – przede wszystkim lęk trzeba zauważyć, nazwać, spróbować określić momenty, które go wyzwalają.
Jakie to momenty?
W dużym skrócie – boję się, kiedy czuję się pominięty, niezauważony, niedostatecznie wysłuchany. Dla jasności – nie chodzi o karmienie przerośniętego ego, raczej o to dziecko w nas, które jest wyobcowane, odtrącone, niezauważone ze swoimi potrzebami i uczuciami.
Sztuka była dla ciebie formą ucieczki od tego odtrącenia?
Najpierw to była zabawa, ale potem coraz bardziej świadoma ucieczka od lęku właśnie. Tworzenie zawsze sprawiało mi przyjemność, miałem do tego wyraźne predyspozycje. Odnajdywałem w tym procesie swoje miejsce, zawsze wprowadzało mnie to w stan, w którym czuję się dobrze, mimo, że proces tworzenia bywa bardzo frustrujący.
Co na przykład może frustrować twórcę w procesie tworzenia?
Ano to, że w głowie mamy jedno, ale jak chcemy to przełożyć na płótno lub rzeźbę, to wychodzi nam zupełnie coś innego. I niestety trzeba to zaakceptować. Często słucham młodych ludzi, oni się bardzo denerwują, kiedy nie mogą przełożyć na płótno dokładnie tego, co dzieje się w ich wnętrzu. A ja mówię – stary, nigdy nie ma i nie będzie takiego momentu, w którym dokładnie to, co jest w głowie, wyląduje na obrazie. Że ci się coś przyśni, a ty stwierdzisz – namaluję sobie ten sen, a co! Na efekt składa się duża liczba czynników, jest nastrój, światło, ale też narzędzia, którymi operujesz. No nie ma tak, że da się kontrolować każdą kropkę i każdą kreseczkę na obrazie. Czasem chcę mieć na obrazie dużo słońca, światła, jasności, a wychodzi mi z tego księżycowa poświata. Albo odwrotnie – chcesz mieć efekt mroku, ograniczasz paletę, a wychodzi pstrokacizna. Chcesz czerwieni – wyłażą błękity. Może to przez mój brak malarskiego wykształcenia (śmiech)..?
Ale jesteś wykształconym rzeźbiarzem!
Tak, dzięki temu bardzo czuję formę, przestrzeń. Mam świadomość anatomii, czasami mnie to wkurza. Ta pamięć o proporcjach i regułach anatomii bywa blokująca…
..ale też trochę się przydaje. Postacie na twoich obrazach mają piękne ciała, wystudiowane pozy.
Kłócę się o to sam ze sobą. Mam takie momenty, że chciałbym zaszaleć, wygiąć te ciała w jakiś nieprawdopodobny sposób, ale potem się temu przyglądam i myślę – tu jest błąd anatomiczny. Muszę go poprawić! A potem mówię sobie, że może wcale nie muszę…?
A lubisz, jak cię w opisach kategoryzują? Kamil Niewiński tworzy sztukę queerową, albo gejowską – takie opisy znalazłam.
Wiadomo, że ja tych łatek sobie nie przypinam, ale jeśli ktoś bardzo ich potrzebuje, żeby sobie w głowie coś uporządkować..? Najważniejsze, żeby sztuka w ogóle była „jakaś”. Powiedziałbym, że ta tworzona przeze mnie na pewno jest bardzo zmysłowa. Cielesność odgrywa w niej ogromną rolę i często jest na pierwszym planie.
Wspomniałeś wcześniej o pożądaniu, które w ogóle jest dużym motorem emocjonalnym, nie tylko dla artystów. Nie boisz się, że to paliwo się kiedyś…skończy?
Nie wiem, nie mam pojęcia, mam nadzieję, że nie (śmiech)! Ale wiesz, ja jestem trochę takim niepoprawnym romantykiem, więc zakładam, że jako ludzkość zawsze będziemy krążyć wokół miłości i wszystkiego, co z nią związane.
A co z cielesnością kobiety? Czy to kiedyś będzie temat dla twojej twórczości?
Trochę o tym myślałem, ale powiedzmy, że jeszcze tego nie poczułem. Lubię się bawić konwencją płci, postacie na moich obrazach często mają nieokreślony charakter, ostatecznie to odbiorca decyduje, kogo widzi na płótnie. Póki co – nie będę więc pejzażystą ani twórcą kobiecych portretów.
Lubisz za to bajki, mity i ludowe podania. Tego się nie wyprzesz.
Nie wyprę. Dawno, dawno temu moi rodzice stwierdzili, że nie będą nas wychowywać w jednej, określonej religii, więc po prostu na dobranoc, obok wierszyków o słoneczku, czytali nam też mity greckie, baśnie ludowe i Biblię. Żebyśmy sobie wzięli z tego świata to, co chcemy i jako dorośli wybrali sobie jedną religię - albo żadnej z nich. Dlatego historię człowieka i jego religijności postrzegam jako zbiór mitów i podań, które mają nam wyjaśnić skomplikowany wszechświat. One się powtarzają i przekształcają w różnych, często nawet bardzo odległych w czasie i przestrzeni kulturach.
I co to o nas ludziach mówi w ogóle?
Że bardzo, bardzo głęboko jest w nas coś, co nas popycha do tworzenia, pisania i czytania. Do nadawania naszemu istnieniu jakiegoś głębszego sensu. Że to jest na zupełnie pierwotnym poziomie sposób komunikacji ze sobą i ze światem – tak właśnie widzę sztukę, wszystko jedno, jaką. Teraz siedzimy w pokoju i rozmawiamy, ale gdybym namalował to, co myślę na ścianach jaskini, to też bym z tobą rozmawiał, tylko w inny sposób. Ty byś po prostu weszła do mojej przestrzeni i nie potrzebowałbym słów, żeby ci opowiedzieć o tym, co mnie zachwyca lub przeraża. A ty pewnie odbiłabyś siebie w tym, co ja tworzę. To jest w człowieku piękne i powiem ci - szalenie mnie to wzrusza.

Kamil Niewiński, Pies

Kamil Niewiński w pracowni, fot. P. Manasterski
Kamil Niewiński (ur. 1994 r.) – malarz, rzeźbiarz, artysta wizualny, absolwent Wydziału Rzeźby i Intermediów gdańskiej Akademii Sztuk Pięknych, na stałe mieszka w Gdyni. W swojej twórczości inspiruje się kulturą queer, duchowością oraz osobistymi doświadczeniami, które traktuje jako punkt wyjścia do opowieści o tożsamości i emocjach. Przyroda jest dla niego polem symboli, w którym przenikają się mity i baśnie, tworząc na płótnie kolorowe, oniryczne światy.
Prace Kamila Niewińskiego znajdują się w prywatnych kolekcjach na całym świecie. W Trójmieście można je oglądać m.in. w gdyńskiej galerii Istota.
*wszystkie zdjęcia pochodzą z archiwum prywatnego artysty
Porozmawiajmy!
Chciałbyś/chciałabyś opowiedzieć mi swoją historię? Zapraszam Cię do kontaktu i przyjaznej przestrzeni do rozmowy o tym, co dla Ciebie ważne.
Obserwuj Ślady Sztuki
Copyright Ⓒ 2026 Ślady Sztuki. All rights reserved.
